Strona Główna Centrum św. Jan Paweł Wielki: "Na mocy słów konającego Jezusa, w życiu żadnego chrześcijanina nie może zabraknąć specjalnego „miejsca” dla Maryi"
św. Jan Paweł Wielki: "Na mocy słów konającego Jezusa, w życiu żadnego chrześcijanina nie może zabraknąć specjalnego „miejsca” dla Maryi" PDF Drukuj Email
sobota, 15 września 2018 06:36

"Przez wiarę Matka uczestniczy w śmierci Syna - a jest to śmierć odkupieńcza. W przeciwieństwie do uczniów, którzy uciekli, była to wiara pełna światła. Jezus z Nazaretu poprzez Krzyż na Golgocie potwierdził w sposób definitywny, że jest owym „znakiem, któremu sprzeciwiać się będą”, wedle słów Symeona. Równocześnie zaś spełniły się tam jego słowa skierowane do Maryi: „A Twoją duszę miecz przeniknie” - pisał św. Jan Paweł Wielki w encyklice Redemptoris Mater (n 18)".

Przy okazji dzisiejszego wspomnienia Matki Bożej Bolesnej pragniemy przypomnieć treść katechezy papieża Jana Pawła Wielkiego pt. "Ostatnie słowa Chrystusa na krzyżu: "Oto Matka Twoja", którą wygłosił w Watykanie 23 listopada 1998 r.

"Orędzie krzyża zawiera słowa wyrażające miłość Jezusa do Matki i umiłowanego ucznia, obecnych na Kalwarii podczas Jego męki.

Św. Jan mówi w swojej Ewangelii, że „obok krzyża Jezusowego stała Matka Jego” (por. J 19,25). Kobieta stojąca pod krzyżem — prawdopodobnie od lat będąca wdową, teraz miała utracić i Syna. Była Ona do głębi wstrząśnięta tym, co oglądała w ciągu ostatnich dni męki, i tym, co odczuwała i przeczuwała stojąc obok krzyża. Jakże odmówić Jej prawa do płaczu i cierpienia? Chrześcijańska tradycja wczuła się w dramat tej Niewiasty pełnej godności, lecz z sercem rozdzieranym bólem, rozważa go i duchowo w nim uczestniczy: Stabat Mater dolorosa iuxta crucem lacrimosa, dum pendebat Filius.

Obecność Maryi pod krzyżem to nie tylko kwestia „ciała i krwi”, nie tylko kwestia uczucia, bez wątpienia szlachetnego, lecz tylko ludzkiego. Ta obecność dowodzi również Jej pełnego, całkowitego zaangażowania w odkupieńczą ofiarę Syna. Maryja chciała uczestniczyć do końca w cierpieniach Jezusa, ponieważ nie odepchnęła miecza zapowiedzianego przez Symeona (por. Łk 2,35), lecz — razem z Chrystusem — przyjęła tajemniczy plan Ojca. Ona stała się pierwszą uczestniczką odkupieńczej ofiary i miała już na zawsze pozostać doskonałym wzorem dla tych, którzy bez wahania przyłączają się do tej ofiary.
Z drugiej strony, macierzyńskie współcierpienie wyrażające się w Jej obecności pod krzyżem, pogłębiało dramat śmierci krzyżowej, tak bliski dramatom wielu rodzin, matek i dzieci połączonych poprzez śmierć po długich okresach rozłąki spowodowanej wymogami pracy, chorobą lub przemocą, stosowaną przez jednostki lub grupy.

Jezus patrzący na Matkę, która stoi pod krzyżem, wspomina czasy Nazaretu, Kany, Jerozolimy. Być może wraca pamięcią do śmierci Józefa, myśli o swoim oddaleniu od Niej, o samotności, w której żyła w ostatnich latach i która teraz się pogłębi. Maryja rozważa wszystkie sprawy, które przez całe lata „zachowywała w sercu” (por. Łk 2,19.51) i które dopiero teraz, w perspektywie krzyża potrafi lepiej zrozumieć. W Jej sercu ból i wiara stapiają się w jedno. I oto Maryja dostrzega, że Jezus patrzy na Nią z wysokości krzyża i mówi do Niej.

„Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój»” (J 19,26). Jest to dowód synowskiej czułości i przywiązania. Jezus nie chce, by Matka została sama. Na swoje miejsce daje Jej jako syna ucznia, o którym Maryja wie, że jest uczniem umiłowanym. W ten sposób Jezus powierza Maryi nowe macierzyństwo i prosi Ją, by traktowała Jana jak własnego syna. Jednakże uroczysta forma owego zawierzenia („Niewiasto, oto syn Twój”) i to, że dokonuje się ono w kulminacyjnym momencie dramatu krzyża, a także powaga i zwięzłość słów, które brzmią niemal jak formuła sakramentalna, pozwalają sądzić, że chodzi tu o coś więcej niż sprawy rodzinne i że fakt ten należy widzieć w perspektywie dzieła zbawienia, odkupieńczej misji, w której obok Syna Człowieczego uczestniczy Niewiasta — Maryja. Doprowadzając do końca to dzieło, Jezus prosi Maryję, by ostatecznie zaakceptowała ofiarę, którą On składa z siebie samego na zadośćuczynienie, uważając odtąd Jana za swojego syna. I tak Maryja za cenę matczynej ofiary otrzymuje to nowe macierzyństwo.

Jednakże znaczenie owego synowskiego, pełnego mesjańskiej treści gestu posiada zakres o wiele szerszy, aniżeli osoba umiłowanego ucznia, danego Maryi jako syn. Jezus pragnie dać Maryi potomstwo o wiele liczniejsze, pragnie dla Niej ustanowić macierzyństwo, które obejmuje wszystkich, żyjących wówczas i w przyszłości, Jego naśladowców i uczniów. Gest Jezusa posiada zatem znaczenie symboliczne. Jest nie tylko gestem Syna zatroskanego o los Matki, ale gestem Odkupiciela świata, który powierza Maryi — „Niewieście” — rolę nowego macierzyństwa obejmującego wszystkich ludzi wezwanych do wspólnoty Kościoła. W tym więc momencie z wysokości krzyża Maryja zostaje ustanowiona, jak gdyby „konsekrowana” na Matkę Kościoła.

Dar, który otrzymał Jan, a w nim wyznawcy Chrystusa i wszyscy ludzie, jest niejako dopełnieniem daru z samego siebie, który Jezus w chwili śmierci krzyżowej ofiarował ludzkości. Maryja i Jezus stanowią poniekąd „jedno” nie tylko dlatego, że są Matką i Synem „wedle ciała”, ale również dlatego, że Bóg w swoim przedwiecznym zamyśle widział ich, przeznaczył i umieścił razem w centrum dziejów zbawienia. Dlatego Jezus wie, że Maryja musi być włączona nie tylko w Jego ofiarę składaną Ojcu, ale i w Jego oddanie się ludziom. Maryja z kolei zachowuje postawę całkowitej harmonii z Synem w owym akcie ofiary i oddania, będącym niejako przedłużeniem fiat wypowiedzianego w chwili zwiastowania.

Podczas swej męki Jezus został ogołocony ze wszystkiego. Na Kalwarii pozostała Mu tylko Matka. Ją także — w akcie najwyższego wyrzeczenia — dał światu, zanim swą misję dopełnił ofiarą z własnego życia. Jezus jest świadomy tego, że nadeszła chwila, w której się wszystko wypełni, jak mówi Ewangelista, jest „świadom, że już wszystko się dokonało” (J 19,28). I pragnie, by wśród tego, co się „dokonało”, znalazł się również dar Matki dla Kościoła i dla świata.

Chodzi tu o macierzyństwo duchowe, które — zgodnie z chrześcijańską tradycją i nauką Kościoła — występuje w porządku łaski. Sobór Watykański II nazywa Maryję „matką w porządku łaski”. Jej macierzyństwo jest więc w swej istocie „nadprzyrodzone”, należy do sfery działania łaski, rodzi w człowieku życie Boże. Dlatego jest ono przedmiotem wiary, podobnie jak łaska, z którą jest związane, aczkolwiek nie wyklucza, a przeciwnie, pociąga za sobą całe bogactwo myśli i serdecznych uczuć nadziei, ufności i miłości, które wchodzą w zakres owego daru Chrystusa.

Jezus, który wiedział, czym jest matczyna miłość Maryi, pragnął, by także w duchowym życiu Jego uczniów obecna była radość płynąca z owej miłości, stanowiącej element więzi z Nim samym. Chodzi więc o to, by widzieć w Maryi Matkę i traktować Ją jak Matkę — pozwolić Jej się wychowywać do prawdziwego posłuszeństwa Bogu, do prawdziwej jedności z Chrystusem i do prawdziwej miłości bliźniego.

Również ten aspekt więzi z Maryją można odczytać w przesłaniu krzyża. Bowiem jak mówi Ewangelista, Jezus „następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja»” (J 19,27). Chrystus wyraźnie zaleca uczniowi, by zachowywał się wobec Maryi tak, jak syn wobec matki. By Jej macierzyńską miłość odwzajemniał swoją miłością synowską. Skoro uczeń zastępuje Maryi Jezusa, musi Ją naprawdę miłować jak rodzoną matkę. To tak, jakby Jezus mu powiedział: „Kochaj Ją tak, jak Ja Ją kochałem”. A skoro Jezus widzi w owym uczniu przedstawiciela wszystkich ludzi, którym pozostawia swój testament miłości, to wezwanie do miłowania Maryi jako własnej matki odnosi się do wszystkich. Krótko mówiąc, te słowa Jezusa dają początek maryjnemu kultowi Kościoła. Jezus za pośrednictwem Jana oznajmia Kościołowi, że chce, by każdy z Jego uczniów darzył Maryję szczerym synowskim uczuciem, jako Matkę otrzymaną od Niego. Słowa wypowiedziane przez Jezusa w chwili konania ukazują znaczenie kultu maryjnego, który istnieje w Kościele od początku.

Na zakończenie Ewangelista mówi: „I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19,27). Znaczy to, że natychmiast wypełnił on wolę Jezusa. Przyjął Maryję do siebie: w tym momencie — przyjmując Maryję do swego domu — okazał Jej synowską miłość, otoczył opieką, ofiarował Jej możliwość skupienia i spokoju w oczekiwaniu na ponowne połączenie się z Synem, pomagał Jej w pełnieniu zadań wynikających z Jej roli wobec powstającego Kościoła, zarówno w dniu Pięćdziesiątnicy, jak w późniejszych latach.
Postawa Jana wobec Maryi jest wypełnieniem ostatniej woli Jezusa, ale posiada także znaczenie symboliczne dla każdego z uczniów Chrystusa, wezwanych do przyjęcia Maryi do siebie i dania Jej miejsca we własnym życiu. Bowiem na mocy słów konającego Jezusa, w życiu żadnego chrześcijanina nie może zabraknąć specjalnego „miejsca” dla Maryi, musi się Ona znaleźć w każdym życiu.

Na zakończenie tych rozważań w ramach katechez o orędziu krzyża pragnę zachęcić wszystkich do zastanowienia się nad tym, jak przyjąć Maryję do siebie, do swojego życia, a równocześnie zwracam się do wszystkich z wezwaniem, by coraz bardziej starali się docenić dar, który uczynił nam Jezus Chrystus, Matkę swoją dając nam za matkę".



św. Jan Paweł II

 

Wspierają nas


Kontakt

Centrum Jana Pawła II "Nie lękajcie się!"
ul. Totus Tuus 34
30-610 Kraków

centrum@janpawel2.pl

+48 12 257 53 06
509 820 102

konta bankowe

Polecane książki

Copyright 2010 © Centrum Jana Pawła II
Design by CHABER